— Mogłyby — odparł Bianchon — być skutkiem władzy magnetycznej.
— Więc ty wierzysz w głupstwa Mesmera12, w jego stoliki, w widzenie przez ściany?
— Tak, wuju — odrzekł poważnie doktor. — Słuchając tego pozwu, myślałem o tym. Powiadam ci, że stwierdziłem, w innej sferze działania, wiele analogicznych faktów, dowodzących bezgranicznej władzy, jaką może jeden człowiek zdobyć nad drugim. Jestem, sprzecznie z mniemaniem moich kolegów, zupełnie przeświadczony o potędze woli jako siły motorycznej. Widziałem, z wykluczeniem wszelkiej baśni i wszelkiej szarlatanerii, objawy takiego opętania. Uczynki, przyrzeczone magnetyzerowi we śnie, medium jego skrupulatnie spełniało na jawie. Wola jednego stała się wolą drugiego.
— Postępki wszelkiego rodzaju?
— Tak.
— Nawet zbrodnicze?
— Nawet.
— Gdyby mi to mówił kto inny niż ty, wzruszyłbym po prostu ramionami.
— Mogę ci to pokazać naocznie — rzekł Bianchon.
— Hm, hm — rzekł sędzia. — Przyjmując, że przyczyna tego rzekomego opętania należy do tej kategorii faktów, trudno byłoby stwierdzić to i dowieść tego prawnie.