— Bałem się, wuju, abyś nie podjął, nim zobaczysz się ze mną, pewnej wizyty urzędowej, w której przedmiocie chcę z tobą pomówić.

— No, matusiu — rzekł sędzia, zwracając się do tęgiej kobiety, która stała przy nim — jeśli mi nie powiecie, o co wam chodzi, ja tego nie zgadnę.

— Śpieszcie się — rzekł Lavienne — nie zabierajcie czasu innym.

— Proszę pana — rzekła wreszcie kobieta, czerwieniąc się i zniżając głos, tak aby ją słyszeli tylko Popinot i Lavienne — ja jestem straganiarką i mam dziecko, za które jestem winna u mamki. Schowałam tedy swoich parę groszy...

— I co? Wasz chłop wam je zabrał? — rzekł Popinot, zgadując koniec spowiedzi.

— Tak, proszę pana.

— Jak się nazywacie?

— La Pomponne.

— A mąż?

— Toupinet.