— Nie, panie Cardot — rzekła matka Oskara, przerywając w pół słowa starcowi, który, przez wzgląd na piękną damę, powstrzymywał odruch niehumoru, właściwy człowiekowi, któremu przerwą, gdy mówi. — Niestety! Nie wie pan nic o cierpieniach matki, która od siedmiu lat zmuszona jest czerpać dla syna sześćset franków z tysiąca ośmiuset mężowskiej pensyjki... Tak, proszę pana, oto cały nasz majątek. Toteż co ja mogę uczynić dla mego Oskara? Pan Clapart tak nienawidzi tego biednego chłopca, że niepodobna mi go trzymać w domu. Biedna kobieta, sama na świecie, czy nie powinna w tym położeniu przyjść się poradzić jedynego krewnego, jakiego jej syn ma na ziemi?

— Ma pani słuszność — odparł Cardot. — Ale nigdy mi pani nic nie mówiła o tym wszystkim...

— Och, proszę pana — odparła dumnie pani Clapart — pan jest ostatnim, któremu bym odsłoniła rozmiary mej nędzy. Wszystko to moja wina, wzięłam męża, którego nieudolność przekracza wszelką miarę. Och! Jestem bardzo nieszczęśliwa...

— Pani — rzekł poważnie staruszek — niech pani nie płacze. Nie mogę patrzeć, jak piękna pani płacze... Ostatecznie, pani syn nazywa się Husson i gdyby moja droga nieboszczka żyła, zrobiłaby coś dla tego, który nosi nazwisko jej ojca i brata....

— Bardzo kochała brata — wykrzyknęła matka Oskara.

— Ale ja rozdałem cały mój majątek dzieciom, które nie mają już czego spodziewać się po mnie — ciągnął staruszek. — Podzieliłem między nie dwa miliony, które miałem, bo chciałem je widzieć szczęśliwe i cieszące się całym majątkiem jeszcze za mego życia. Zachowałem sobie jedynie dożywocie, a w moim wieku człowiek ma swoje przyzwyczajenia... Czy pani wie, na jaką drogę trzeba pchnąć tego chłopaka? — rzekł, przywołując Oskara i biorąc go za ramię. — Niech go pani pośle na prawo, zapłacę za niego wpisy i egzaminy. Niech go pani umieści w jakiej kancelarii, niech się tam wyuczy wszystkich kruczków; jeżeli się będzie dobrze prowadził, jeżeli się odznaczy, jeżeli będzie lubił swój zawód, jeżeli będę żył jeszcze, każde z moich dzieci pożyczy mu czwartą część ceny kupna kancelarii; ja mu pożyczę na kaucję. Do tego czasu potrzebuje pani tylko go wyżywić i ubrać; będzie musiał nieco przyciągać paska, ale nauczy się życia. A, ba! Ja wyruszyłem z Lyonu z dwoma ludwikami, które mi dała moja babka, przyszedłem pieszo do Paryża i oto jestem. Post to rzecz bardzo zdrowa. A więc, młodzieńcze, dyskrecja, uczciwość, praca i dojdziesz do czegoś! To wielka satysfakcja zrobić samemu majątek; kiedy się zachowało zęby, można się najeść do syta na starość, śpiewając jak ja od czasu do czasu „Alleluja!”. Pamiętaj moje słowa: uczciwość, praca i dyskrecja.

— Słyszysz, Oskarze? — rzekła matka. — Wuj streszcza ci w trzech słowach wszystkie moje rady; ostatnie zwłaszcza powinieneś sobie wyryć ognistymi głoskami.

— Och, już to uczyniłem — rzekł Oskar.

— A więc, podziękujże wujowi, czy nie słyszysz, że bierze na siebie twoją przyszłość? Możesz zostać adwokatem w Paryżu.

— Nie rozumie wielkości swoich losów — odparł staruszek, widząc ogłupiałą minę Oskara — ano cóż, wychodzi z kolegium. Słuchaj, ja nie jestem gaduła — dodał. — Pamiętaj, że w twoim wieku uczciwość zdobywa się jedynie, kiedy się umie opierać pokusom, w takim mieście zaś jak Paryż pokusy są na każdym kroku. Mieszkaj u matki na poddaszu, chodź prosto na wykłady, stamtąd do biura, kuj cały wieczór i cały dzień, ucz się w domu: zostań w dwudziestu dwu latach drugim dependentem, a w dwudziestym czwartym roku pierwszym; zgryź prawo, a przyszłość masz w kieszeni. A, ba! Gdyby ci się to nie podobało, mógłbyś wstąpić do mego syna rejenta i zostać jego następcą... tak więc praca, cierpliwość, dyskrecja, uczciwość: oto twoje szczeble.