— Nie da nam samych pigułek, mam nadzieję — rzekł Lucjan.
— Pan jest bardzo dowcipny — rzekł poważnie Blondet, spoglądając na Lucjana. — Czy i ten pan będzie dzisiaj, Stefanie?
— Tak.
— Ubawimy się.
Lucjan zaczerwienił się po białka.
— Długo tam jeszcze, Dauriat? — rzekł Blondet, pukając w szybkę gabinetu.
— Służę ci w tej chwili.
— Dobra — rzekł Lousteau do protegowanego. — Ten młody człowiek, ledwie że starszy od ciebie, jest w „Debatach”. To jeden z książąt krytyki: boją się go. Dauriat przyjdzie słodki jak cukierek i będziemy mogli wytoczyć naszą sprawę temu paszy rysowników i drukarzy. Inaczej ani o jedenastej nie doczekalibyśmy się kolei. Coraz tu rojniej.
Lucjan i Lousteau zbliżyli się do Blondeta, Finota i Vernou, skupiając się w kącie.
— Co on tam robi? — rzekł Blondet do Gabussona, dysponenta, który podszedł się z nim przywitać.