— Żegnam was, panowie, spotkamy się oko w oko u Barbina591 — rzekł Finot, śmiejąc się.
Lucjan uszczknął parę komplementów z okazji wstępu do groźnego ciała dziennikarzy, Lousteau przedstawił go jako człowieka, na którego można liczyć.
— Lucjan prosi was gromadnie, panowie, na wieczerzę do swej damy, pięknej Koralii.
— Koralia przechodzi do Gymnase — rzekł Lucjan do Stefana.
— Hej, panowie, rozumie się samo przez się, że będziemy popierali Koralię, hę? We wszystkich dziennikach umieścicie parę wierszy o nowym engagement i o jej talencie. Podniesiecie takt i zręczność dyrekcji Gymnase; czy możemy jej przyznać i inteligencję?
— Przyznajmy i inteligencję — rzekł Merlin. — Fryderyk592 ma tam sztukę ze Scribe’em.
— Och, w takim razie dyrektor Gymnase jest najbardziej przewidującym i najprzenikliwszym ze spekulantów — rzekł Vernou.
— Hola! A nie piszcie o książce Natana, póki się nie porozumiemy; zaraz wam powiem, czemu — rzekł Lousteau. — Trzeba nam się przysłużyć nowemu koledze. Lucjan ma dwie książki do zbycia: zbiorek sonetów i romans. Wystarczy parę artykulików, a od dziś za trzy miesiące będzie wielkim poetą! Posłużymy się jego Stokrociami, aby sponiewierać ody, ballady, medytacje, całą poezję romantyczną.
— To byłoby zabawne, gdyby jego sonety były lichotą — rzekł Vernou. — Co myślisz o swoich sonetach, Lucjanie?
— Aha, jak pan je uważa? — rzekł jeden z nieznanych.