— Gdybyś pan znał ludzi, z którymi mamy do czynienia! — wykrzyknął Cavalier.
— Noc świętego Bartłomieja691 byłaby lepsza — dodał Fendant.
— Katarzyna Medycejska, czyli Francja za Karola Dziewiątego — rzekł Cavalier — to by bardziej przypominało Waltera Scotta.
— Wreszcie, zadecydujemy to, kiedy dzieło będzie wydrukowane — rzekł Fendant.
— Jak panowie chcecie — rzekł Lucjan — byle tytuł mi odpowiadał.
Po przeczytaniu i podpisaniu umowy, wymianie duplikatów Lucjan schował do kieszeni weksle z nieopisanym zadowoleniem. Następnie wszyscy czterej udali się do mieszkania Fendanta, gdzie czekało ich najpospolitsze śniadanie: ostrygi, befsztyki, nereczki na szampańskim i ser brie; ale menu temu towarzyszyły wyborne wina, dzięki Cavalierowi, który znał komiwojażera „robiącego w winach”. W chwili gdy siadali do stołu, zjawił się drukarz; chciał zrobić niespodziankę Lucjanowi, przynosząc dwa pierwsze arkusze korekty.
— Chcemy jechać jak najszybciej — rzekł Fendant — rachujemy na pańską książkę, a diabelnie nam potrzeba sukcesu.
Śniadanie, zaczęte w południe, skończyło się dopiero koło piątej.
— Gdzież znaleźć pieniądze? — rzekł Lucjan do Lousteau.
— Chodźmy do Barbeta — odparł Stefan.