— Zobaczy ojciec! Ale nim to nastąpi, czy zrujnowałby cię tysiąc talarów?... Tysiącem talarów mógłbyś wstrzymać pościg... Więc dobrze, jeśli nie masz zaufania do Dawida, pożycz mnie, ja ci oddam, ubezpieczysz je na moim posagu, na mojej pracy...

— Zatem Dawida ścigają? — wykrzyknął winiarz, zdumiony, iż to, co uważał za potwarz, jest prawdą. — Oto co znaczy umieć się podpisać!... A moje czynsze!... O, panienko, trzeba mi w te pędy iść do Angoulême, zabezpieczyć się i pogadać z Cachanem, moim zastępcą... Ślicznieś zrobiła, żeś mnie przyszła odwiedzić... Dobrze wiedzieć zawczasu, jak rzeczy stoją...

Po dwugodzinnej walce Ewa musiała odejść, pobita tym niezwyciężonym argumentem: „Kobiety nie mają pojęcia o interesach”. Przybywszy z nieokreśloną nadzieją, Ewa puściła się z powrotem niemal złamana. Wróciwszy, trafiła właśnie na czas, aby otrzymać wyrok skazujący Sécharda na zapłacenie Métivierowi całej sumy. Na prowincji obecność woźnego u drzwi jest sama z siebie wielkim wydarzeniem; ale Doublon zachodził tu od jakiegoś czasu zbyt często, aby sąsiedztwo nie miało o tym gadać. Toteż Ewa nie śmiała wychodzić z domu, obawiała się usłyszeć po drodze szepty.

— Och, bracie, bracie! — wykrzyknęła biedna Ewa, przebiegając korytarz i wstępując na schody. — Nie mogłabym ci przebaczyć, chyba w godzinie...

— Ha! — rzekł Séchard, który wyszedł naprzeciw. — Chodziło o to, aby go ratować od samobójstwa.

— Nie mówmy więc już o nim nigdy — odparła łagodnie. — Kobieta, która go wciągnęła w otchłań Paryża, ma ciężką zbrodnię na sumieniu!... A twój ojciec, Dawidzie, jest bardzo nielitościwy!... Cierpmy w milczeniu.

Dyskretne pukanie wstrzymało tkliwe słowa na ustach Dawida; ukazała się Maryna, ciągnąc przez pokój wielkiego i zwalistego Kolba.

— Proszę pani — rzekła — oboje, Kolb i ja, widzimy, że państwo są w ciężkim kłopocie; że zaś mamy razem do kupy tysiąc i sto franków oszczędności, pomyśleliśmy, że nie można by lepiej ich ulokować niż w rękach pani...

— Hum, hum — przytwierdził Kolb z zapałem.

— Kolbie — wykrzyknął Dawid Séchard — nie rozstaniemy się nigdy! Zanieś tysiąc franków na rachunek do Cachana, adwokata, ale żądaj pokwitowania; zatrzymamy resztę. Kolbie, niech żadna siła ludzka nie wydrze ci słowa o tym, co ja robię, kiedy się wydalam835 z domu, o tym, co mógłbyś widzieć, że przynoszę z sobą. Kiedy cię poślę, abyś nazbierał ziół, wiesz, niech żadne oko ludzkie cię nie ujrzy. Będą starali się, mój dobry Kolbie, przekupić cię, ofiarując ci tysiące, może dziesiątki tysięcy, abyś...