Petit-Claud spojrzał na Lucjana; haczykowaty jego nos przybrał kształt pytajnika.
— Chcę ocalić Sécharda — rzekł Lucjan ważnym tonem — jestem przyczyną jego nieszczęścia, naprawię wszystko... Mam wielką władzę nad Luizą...
— Jaką Luizą?...
— Hrabiną du Châtelet.
Petit-Claud uczynił gest zdumienia.
— Mam większą władzę nad nią, niż ona sama myśli — podjął Lucjan — ale, mój drogi, o ile mam władzę nad waszym rządem, nie mam fraka...
Petit-Claud wykonał nowy ruch, jak gdyby chcąc ofiarować sakiewkę.
— Dziękuję — rzekł Lucjan, ściskając ręką adwokata. — Za dziesięć dni złożę wizytę pani prefektowej i oddam ci twoją wizytę.
I rozstali się, wymieniając koleżeński uścisk dłoni.
„Musi być poetą — rzekł sobie w duchu Petit-Claud — bo ma klepki nie w porządku”.