Angoulême. Powrót młodego poety, którego początki były tak świetne, autora Gwardzisty Karola IX, jedynego francuskiego romansu historycznego wolnego od naśladownictwa Waltera Scotta911 i będącego, dzięki swej przedmowie, wydarzeniem literackim, zaznaczył się owacją równie zaszczytną dla pana Lucjana de Rubempré, jak dla jego rodzinnego miasta. Ojczysty gród poety pokwapił się wydać na jego cześć bankiet patriotyczny. Nowy prefekt, zaledwie osiadły w mieście, przyłączył się do objawów powszechnego zapału, podejmując autora Stokroci, którego talent w początkach swoich doznał tyle zachęty ze strony hrabiny du Châtelet.

We Francji, gdy raz padnie hasło entuzjazmu, nikt nie jest go już w mocy powstrzymać. Pułkownik garnizonu ofiarował swą orkiestrę. Właściciel hotelu „Dzwon”, którego indyki z truflami docierają aż do Chin w pięknych porcelanowych dzieżkach912, udekorował salę draperiami, na których laurowe wieńce przeplatane bukiecikami wywoływały wspaniały efekt. O piątej czterdzieści osób znajdowało się tam, wszyscy w gali. Gromada stu kilku mieszkańców, ściągniętych głównie obecnością orkiestry na dziedzińcu, reprezentowała rodaków.

— Całe Angoulême jest tutaj — rzekł Petit-Claud, wychylając się oknem.

— Nic nie rozumiem — rzekł do żony Postel, który przyszedł posłuchać muzyki. — Jak to! Prefekt, generalny poborca, pułkownik, dyrektor prochowni, poseł, mer, prowizor913, dyrektor odlewni w Ruelle, prezydent, prokurator, pan Milaud, wszystkie władze się zeszły!...

Kiedy zajęto miejsca przy stole, orkiestra zaczęła wariacje na temat hymnu „Niech żyje król, niech żyje Francja!”, hymnu, który nie zdołał zyskać popularności. Była piąta. O ósmej deser na sześćdziesiąt pięć porcji, odznaczający się Olimpem z cukrów, nad którym górowała Francja z czekolady, dał sygnał do toastów.

— Panowie — rzekł prefekt, wstając — niech żyje król!... Niech żyje prawa dynastia! Czyż nie pokojowi, jakim obdarzyli nas Burboni914, zawdzięczamy generację poetów i myślicieli, utrzymującą w rękach Francji berło literatury?...

— Niech żyje król! — krzyczeli biesiadnicy, między którymi przeważali ministerialni.

Podniósł się czcigodny prowizor.

— Za zdrowie młodego poety — rzekł — bohatera dnia, który z wdziękiem poezji Petrarki, w rodzaju, który Boileau915 mienił tak trudnym, umiał połączyć talent prozaika!

— Brawo, brawo!