O dziesiątej biesiadnicy rozeszli się grupami. Dawid Séchard, słysząc tę niezwykłą muzykę, rzekł do Brygidy:
— Co dziś takiego dzieje się w Houmeau?
— Wydają — odparła — bankiet dla pańskiego szwagra Lucjana...
— Biedny chłopiec — rzekł — musi żałować, że mnie tam nie ma!
O północy Petit-Claud odprowadził Lucjana aż na plac du Mûrier. Tam Lucjan rzekł do adwokata:
— Mój drogi, do zgonu ci tego nie zapomnę.
— Jutro — rzekł adwokat — podpisuję u pani de Senonches kontrakt ślubny z panną Franciszką de la Haye, jej wychowanicą; zrób mi tę przyjemność i przyjdź; pani de Senonches prosiła, abym cię przyprowadził. Spotkasz prefektową, która musi być mile pogłaskana twoim toastem, z pewnością powiedzą jej o nim.
— Miałem w tym swoją myśl — rzekł Lucjan.
— Och, ty ocalisz Dawida!
— Jestem tego pewien — odparł poeta.