VIDAL I PORCHON
Księgarnia komisowa na Francję i zagranicę
— Zajęci — odparł subiekt.
— Zaczekam.
Zostawiono poetę w sklepie, gdzie przyglądał się paczkom; spędził tak dwie godziny, patrząc na tytuły, otwierając książki, czytając tu i ówdzie jaką stronicę. Wreszcie oparł się o małą szybkę ozdobioną zielonymi firaneczkami, za którą przeczuwał, iż kryje się Vidal albo Porchon, i usłyszał następującą rozmowę:
— Bierze pan pięćset egzemplarzy? Dam po pięć franków, plus trzynasty gratis.
— To by wyniosło po ile?
— Szesnaście su mniej.
— Cztery franki cztery su — rzekł Vidal lub Porchon do oferującego książki.
— Tak — odparł sprzedający.