Kiedy kwiaty przyszłą wiosną
Tam na wzgórzu znów porosną.
Tam po wzgórzu zmierzchnią dobą
Ja nie wrócę błądzić z Tobą.
Kiedy księżyc nocą ciemną
Błyśnie srebrem na wód grobie,
Będziesz wołać nadaremno,
Nie odpowiem ja już Tobie!
Więc nie wołaj po imieniu
Tej, co z Tobą nigdy razem
Już nie będzie—lecz w milczeniu
Pójdź do grobu—siądź nad głazem!
Tam wspominaj gorżką dolę
Życia mego—zatrutego!
I nabożnie moje bole
Złóż w pamięci serca Twego!
Gdzie cisza?
Roma, November 1840.
Tak więc ciągle z burz na burze
Wśród błyskawic po otchłani—
Bez wytchnięcia, bez przystani—
Aż się wreszcie w głąb zanurzę!
Ilem razy wśród zawiei
Oczy smutne wzniósł do góry
I gdzieś szukał gwiazd nadziei—
Cóżem ujrzał—tylko chmury!
„Oto cisza, wiatr już kona”
Ile razy rzekłem sobie,
Głos mi odgrzmiał z burzy łona:
„Ciszy niema, jedno w grobie.”
I tak daléj i tak wszędzie,
Od kolebki urodzenia,
Aż do trumny zapomnienia,
Wir trosk sercem miotać będzie!
Aż przepadnie wszystko razem,
Wszystko zginie—a na skale
Drzymać będą tylko fale
Wieczności obrazem!