— Ostrzegam cię! — rzucił Dżip, który zezłościł się nie na żarty. — Zaraz ugryzę cię w nos! Myślisz, że skoro Doktor cię przed nami chroni, możesz gadać, co ci ślina na język przyniesie!

— Przestańcie się kłócić — powiedział Doktor. — Natychmiast! Szkoda na to życia. Jak sądzisz, Dżipie, skąd niosą się te zapachy?

— Z Devon i Walii. Przynajmniej większość z nich — powiedział Dżip. — Wiatr wieje właśnie stamtąd.

— No, no! — powiedział Doktor. — To naprawdę niesamowite. Muszę napisać o tym w mojej nowej książce. Ciekaw jestem, czy dałbyś radę mnie wyszkolić, żebym też miał taki dobry węch... Ale nie, chyba nie będę kombinował. Jak to mówią, „lepsze jest wrogiem dobrego”! A teraz chodźmy na kolację. Zgłodniałem.

— Ja też — dorzucił natychmiast Gub-Gub.

Rozdział dziewiętnasty. Skała

Następnego dnia obudzili się wczesnym rankiem i wstali ze swoich zasłanych jedwabiem łóżek. Słońce świeciło jasno, a wiatr wiał od południa.

Dżip węszył przez jakieś pół godziny, a potem podszedł do Doktora i pokręcił głową.

— Póki co nie wyczułem tabaki — powiedział. — Musimy poczekać, aż powieje wiatr wschodni.

Ale nawet, kiedy — o trzeciej po południu — rzeczywiście powiał wiatr ze wschodu, pies również nic na nim nie wyczuł.