W niebie zapanowała wielka radość. Na ziemi zaczął się dobry rok. Spokojnie potoczyło się życie pod słońcem.
Narody świata przestały prowadzić między sobą wojny. Ustały kłótnie między małżonkami. Łopat i kociub136 zaczęto używać już tylko do pieczenia chał. Królowie rozpuścili swoje wojska. Zwolnieni z armii żołnierze wrócili do swoich rodzin.
Karabiny rozdano chłopcom do zabaw w lesie w święto Lag-beomer137. Armaty rozmieszczano na polach wiejskich jako straszydła na ptactwo. Można było wtedy kpić z nich. Przestały zagrażać.
I na świecie zapanowały pokój, radość i zgoda.
I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby drążki od ślubnego baldachimu nie stały bezużytecznie w kącie synagogi. Nikt ich nie potrzebował. Wszyscy mężczyźni stali się ascetami, odludkami. Wszystkie kobiety stały się cnotliwymi działaczkami społecznymi. Trzy dni tak zwanej hagbały, poprzedzające święto Szawuot138, podczas których nie wolno mieć kontaktów płciowych, rozciągnęły się na cały rok.
Rabini, kantorzy139, szamesi140 i klezmerzy141 byli bez pracy.
Skończyły się wydatki na wesela. Koniec z posagami i ślubami. Jedno tylko zostało: studiowanie Pisma. Wszyscy więc ślęczą nad księgami.
I wtedy wyłonił się problem, który pogrążył wszystkich w zmartwieniu. Co się dzieje? Umierać ludzie nie przestali, ale naturalny przyrost ustał. Ludzie przestali się rodzić. Czegoś takiego nigdy nie było. I jeden tylko Bóg w niebiosach wiedział, co by się stało dalej, gdyby nie mełamed z Chełma.
Posłuchajcie więc historii, którą wam opowiem:
Jeszcze zanim zebrali się łamedwawnicy w Bratkowie, chełmski mełamed poczuł, że Jecer hara wierci mu dziurę w głowie. Mełamed przeczuwa coś złego, więc idzie do beit-hamidraszu. Jecer hara za nim. Mełamed jedzie do cadyka142. Jecer hara jedzie z nim. Idzie do mykwy, żeby się oczyścić — a licho zatyka sobie nos, ale do mykwy wchodzi. Mełamed widzi, że jest niedobrze. Może stracić posadę. Żeby się uwolnić od Jecer hara, ucieka do lasu.