Wielka, nieoczekiwana radość — pomyślał — zapanuje w raju.
Czarne i białe anioły żwawo za nim lecą. I kiedy ten świetlisty anioł — szames znalazł się na miejscu, zastał u wezgłowia konającego Lejbla czarnego anioła.
Miałby czarny anioł wcześniej zlecieć z nieba na ziemię? Może wybrał krótszą drogę? Kto to może wiedzieć?
— Co ty tutaj robisz? — pyta zdziwiony i drżący ze strachu, czarnego anioła. — To przecież Lejbl Końskowolski!
— To co z tego? — śmieje się czarny anioł i w skrzywionych otwartych jego ustach błyskają dwa rzędy lśniąco białych zębów.
— Ta dusza jest moja. Ja jestem szamesem raju.
— Bardzo mi przyjemnie! A ja jestem tylko diabłem z piekła. Poczekajmy, to zobaczymy, jak sprawa się potoczy.
I mówiąc to, wyciągnął nogą spod łóżka konającego zawiązany sznurkiem woreczek.
— Co jest w tym woreczku? — pyta jasnego anioła.