— Święta jest moja lutnia — odpowiada bard. — Nie można na niej zagrać rzeczy grzesznych i haniebnych. Jedna po drugiej będą pękały struny. Mogę tylko o nieszczęściu tej dziewczyny śpiewać. O ranach, które wytrysną spod twoich pocałunków na jej ciele. Mogę śpiewać o gasnącym spojrzeniu w jej oczach, w chwili kiedy pożądliwymi wargami dotykał będziesz jej ust.
— Milcz!
Nie chcąc jednak zepsuć sobie potrójnego święta, baron dalej naciskał na barda.
— Śpiewaj o radości, o winie, które perli się w złotych...
— W twoim pucharze perli się krew. Pot i krew chłepcą twoje wargi!
Baron daje mu znak, żeby przestał i zwracając się do dworzan powiada:
— Trzech odpowiedzi udzielił mi bard. Czy zrozumieliście, co powiedział?
— Ani słowa — odpowiedzieli zgodnym chórem.
— Ocaliliście mu życie — powiada baron — a jego zamknijcie.
— Szkoda nieboraka — powiadają ludzie, którzy wieść przynieśli.