— Oprócz nich to pozostałych i znanych mi krewnych kocham.
— A tych, których pan nie zna?
— Nie mam pojęcia. Mam na przykład kuzyna w Ameryce, którego nigdy na oczy nie widziałem.
— To go pan zapewne... — naciskam na niego.
— Nie mogę powiedzieć, że go nienawidzę, ale kochać go też nie potrafię.
— A w ogóle to Żydów pan zna?
Mój sąsiad poczuł się jak mysz w pułapce, która miota się w tę i we w tę.
— Nie ma co — powiadam — pan ludu żydowskiego nie kocha. Nie ma pan zresztą o nim najmniejszego wyobrażenia. Zupełna pustka. Jak dziura w obwarzankach. A czym pan handluje?
— Artykułami żywnościowymi — jego odpowiedź tchnie smutkiem.
— Na świecie żyje pan już chyba z pięćdziesiąt lat.