Uczeń jednak nie reaguje. Nie zdejmuje dłoni z twarzy.
Przełożony odkłada łyżkę i podchodzi do ucznia. Przez dłuższą chwilę wpatruje się w niego. W jego spojrzeniu widać miłość i dumę. Owija rękę w połę kapoty i lekko dotyka jego ramienia.
Przyjaznym, tkliwym głosem budzi go: „Przynieśli dla ciebie jedzenie”. Uczeń powoli zdejmuje ręce z twarzy. Odsłonięta twarz tchnie smutkiem. Jest bledsza niż była, a podkrążone oczy płoną jakby szalonym ogniem.
— Wiem rabi! Dzisiaj jednak nie będę jadł.
— Czwarty post? I to beze mnie — dodaje rabi z wyrzutem w głosie.
— To zupełnie inny post. To jest pokutny post.
— Co ty mówisz? Ty i pokutny post?
— Tak, rabi. Pokutny post... Przed chwilą, kiedy tylko rabi zaczął jeść, nawiedziła mnie grzeszna myśl, aby sprzeniewierzyć się przykazaniu „nie pożądaj”...
Tej samej nocy uczeń obudził swego nauczyciela. Obydwaj spali na ławkach bóżnicy.
— Rabi, rabi — zawołał słabym głosem.