Nie doszło do roztopienia się w rozkoszy, bo nagle rabin zawołał, że trzeba odmówić modlitwę mincha127.
I cały czar prysnął.
Znowu zasłona spadła mi na oczy. Na górze widzę zwykłe, zwyczajne niebo. Na dole zieleni się zwyczajna łąka. I chasydzi w podartych kapotach są zwyczajni. I melodia składa się z urywanych kawałków śpiewu. I płomyki zgasły.
Patrzę na rabiego. Jego twarz także ściemniała.
Obie „góry” nie doszły do porozumienia. Brzeski rabi pozostał nadal przeciwnikiem chasydów i jako taki wyjechał z Białej.
A jednak coś z tego spotkania wynikło. Rabin z Brześcia przestał prześladować chasydów.
Chełmski mełamed128
Grzeszne żądze tak opanowały kiedyś świat — opowiadał reb129 Szachne przebywającym w beit-hamidraszu130 Żydom — że ci poczuli strach, a nuż Stwórca Świata zapomni w gniewnym uniesieniu o złożonej Noemu przysiędze i znów otworzy bramy nieba, żeby zasłać na ziemię potop.
Tym razem nie będzie już żadnego Noego i żadnej arki.
Sytuacja stała się krytyczna. Wielkie niebezpieczeństwo zawisło nad światem.