— Jak się ma wasz stary? — zapytuje mnie z uśmiechem na twarzy.
— Na razie zachowuje się cicho — odpowiadam spuszczając oczy. — A co porabia Ormuzd?
— On swoje spełni — powiada pewny tego Pers. — On musi je spełnić.
I stary optymista z całym przekonaniem najpierw głośno kichnął, po czym czerwoną chustą, która mogłaby Ormuzdowi służyć za chorągiew, wytarł twarz.
Ale któregoś dnia Pers jakby stracił swoją pewność.
— Kto wie — powiedział — kto wie! Aryman to chytra bestia. Bardzo chytry. Przebiegły aż do przesady! Dopóki Aryman toczył otwartą wojnę z Ormuzdem, byłem pewny, że kiedyś musi nastąpić wieczny, niekończący się dzień, po którym już więcej nocy nie będzie. Zauważyłem jednak...
— Co zauważyłeś?
Siedzimy właśnie na ławce w ogrodzie. Jest lato. Stary Pers wzdycha:
— Zauważyłem — powiada — że Aryman zmienił swoją taktykę. Stał się naprawdę niebezpieczny... oszukuje! Udaje kogoś innego. Niby poddaje się Ormuzdowi. Z ust płyną mu słowa słodkie jak miód. Oszukuje go na całego. A dobry Ormuzd daje się oszukiwać.
— Czy jest to możliwe?