Nareszcie widział nasz rotmistrz, że już dalej nie zajdzie, i postanowił nas rozpuścić po wsiach na odpoczynek, aby nas później znowu zebrać i przyłączyć się do jakiego większego oddziału.
Ja i sześciu moich kolegów dostaliśmy się do Wólki75, wsi, leżącej może o trzy mile od miasta Sandomierza76 i może dwie mile od rzeki naszej Wisły.
Byłem u gospodarza na kwaterze.
Zaraz poczciwy Gluma (tak się nazywał ów gospodarz) przyjął mnie jak swego syna. Kazał mi się do łóżka położyć, bom był bardzo chory; żona jego gotowała mi jakieś leki, którym musiał wypić i od czegom też zaraz usnął.
Koło południa obudziłem się już zdrowszy. Zaraz gospodarz dał mi swoje rzeczy, aby mnie nikt nie poznał, żem żołnierz.
Nie mogłem się też nadziwić ich ubraniu; a już najbardziej mnie wstydziło koszulę na spodniach nosić, jak tutaj wszyscy noszą. Już to ci Krakowianie to wcale inaczej się ubierają niż u nas; białe mają kamzele77, szerokie na kamzelach pasy skórzane, nabijane świecącymi guzikami — koszula na spodnie, spodnie w buty, a na głowie śpiczasty kapelusz, a przy kapeluszu na paradę pęk wstążek.
Kobiety i dziewuchy też się inaczej ubierają niż u nas. Bardzo ładne staniki noszą, sznurowane na przodku wstążkami, koszulę ładną, białą widać na ramionach i rękach, spódniczki kolorowe, dosyć krótkie, a głowę mają chustką obwiązaną, jak u nas baby.
Ale jak w niedzielę zaczną w karczmie tańczyć krakowiaka, to aż się serce śmieje: szelmy dziewuchy, jakby skrzydła miały, a parobki, jakby byli na sprężynach!
Przez cały miesiąc, com był u mego gospodarza, chodziłem co dzień do roboty, a gdy przyszło do orki i bronowania, już gospodarz mnie to zlecił, bo widział, że lepiej potrafiłem niż on, a robota mi też od ręki idzie.
Nieraz przy robocie przypomniały mi się moje kasztanki ze Zimnej Wody; pewno te przodkowe78 wałachy wziął młody dziedzic do forszpanki; żeby ich tylko ten morowy79 Kuba nie pochwacił80, bo to szelma, jeno lecieć końmi i lecieć, a dbać, jak się przynależy, to mu się nie chce; ledwo konie wyprzęże, zamiast je opatrzeć, to się uwali i śpi; a szkoda by było koni, bo dobre.