Dozorca mi powiadał, że czasem i cztery tysiące pałek niejednemu sypną, a jak już z bolu ujść nie może, to położą go na półwozie94 i tak przez tę śmiertelną ulicę ciągną i dalej biją, choć już nie czuje, póki nie dostanie tylu pałek, na ile został skazany. Nie bydlęta to ci Moskale?
Zawszem sobie myślał jednak, że choćby mi tam mieli dać i dwa tysiące pałek i więcej, choćby mnie i zabić mieli, to nikogo nie wydam, czy to pana, czy chłopa, boć to przecie czy pan, czy chłop, jedno.
Niejeden chudziak, co to w domu mógł sobie wygodnie siedzieć, to po równo z nami chłopami głodem marł, a jak przyszło się bić z Moskalami, to zawsze naprzód szli i pierwsi łba nadstawiali, a ratowali nas w potrzebie, jak swoich braci — i nie mieliśmy to ich po równo kochać z drugimi?
Znowu zostałem sam w mojej ciemnicy; już myślałem, że rozum stracę: ledwo oczy zamknąłem, pokazywały mi się jakieś widziadła, jakieś smoki, bitwy, ognie — gdy nareszcie Pan Bóg się nade mną zlitował.
Przyszedł po mnie znowu dozorca i kazał iść przed sąd. Znowu wprowadzili mnie do tej samej izby, gdzie ci sami panowie zasiadali, co dawniej; znowu zaczęli mnie się pytać jak dawniej, a jak zobaczyli, że to samo, co dawniej, odpowiadam, powiedzieli mi, że, kiedy jestem taki zatwardziały, to poślą mnie do ciężkich robót na Sybir.
Część II. Na Sybirze
1. Wyjazd z Warszawy
Odprowadził mnie mój dozorca do więzienia, a na drugi dzień zostałem znowu zawołany i powiedziano mi, że poślą mnie do Włodzimierza95, aby mnie tam osądzili.
Bogu podziękowałem, że jeszcze tak wypadło, bo chcieli mi koniecznie w Warszawie dowieść, że byłem żandarmem Rządu Narodowego96, i za to powiesić, bo drugich, co złapali z bronią w ręku, to zaraz wieszali.
A tego, że mnie skażą na robotę, tom się już wcale nie bał, bom myślał, że to taka robota jak każda inna, a przecież roboty człowiek zwyczajny97.