Pierwszy to raz widziałem z bliska człowieka zabitego! Trochę mnie ciarki przeszły, ale pomyślałem sobie, że dla tej naszej kochanej Polski to i nie żal życie stracić, i tylkom61 się jeszcze więcej na tych szelmów Moskali zaciął!
7. Zwycięstwo pod Sadowiem
Umykaliśmy ku wsi Sadowiu62, która leży zaraz za borem od Lelowa, ale uciekaliśmy w dobrym porządku.
Za nami szło tylko z daleka coś kozaków, ale nie śmieli się zbliżyć, bośmy im raz po raz posyłali kulki z naszych dragońskich karabinków.
Już minęliśmy wieś Sadowię i zjeżdżamy z górki za wsią, gdy nam się z boku pokazała dość wielka kupka kozaków; oczywiście, chcieli nam zabiec drogę, aby nas ci, co za nami szli, mieli czas dogonić.
Zaraz wyszykował nasz naczelnik pierwszy szwadron do ataku, a drugi szwadron, w którym ja byłem, miał powoli posuwać się za pierwszym.
Dowódca nasz poprowadził sam pierwszy szwadron do ataku; bardzo ładnie szedł, tak żeśmy się nacieszyć nie mogli. Gdy patrzę, jak nasz szwadron idzie do ataku, a tu pokazuje się za kozakami, co ich atakować miał pierwszy nasz szwadron, druga kupa, jeszcze większa, Moskali, tak że wszystkich Moskali było może na pięćset!
Gdy to zobaczył nasz oficer, dawniejszy nasz komendant, który dowodził drugim naszym szwadronem, zaraz zakomenderował do ataku: „Marsz! Marsz!”, aby naszym iść jak najprędzej na pomoc. Był też wielki czas, bo chudziaki dostali się byli we środek pomiędzy dwie kupy Moskali i było im już bardzo duszno!
Jakby kupa dzikich koni wpadliśmy na Moskali otaczających nasz szwadron; już też człowiek leciał jak na złamanie karku; mój koń zaraz przewrócił dwóch Moskali z końmi na ziemię; żem się na nich nie przewrócił, nie wiem, jak się to stało, ale dosyć żem jakoś przeleciał, a tuż obok mnie jechał Wojtek Domagała, też dragon.
Zaczęło się dopiero łomotanie po łbach i karkach pałaszem!