Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi,

Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził,

Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził.

Nie osiedział się zdrajca i ten, który bawił:

Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił.

Wyszydzający

Żartował, a od śmiechu trzymał się za boki,

Na ślepego kompana patrząc, jednooki.

Nadszedł, co krzywo patrzył194: śmiał się. Nadszedł stary:

I ten się śmiał włożywszy na nos okulary.