I dotąd sławi, wielbi, dziwuje się;

O ty, coś głowy pozawracać umiał —

Bądź pozdrowiony, Arystotelesie!

Bożku łbów twardych i próżnej mozoły,

Witaj, ozdobo starodawnej szkoły!

Osieł w lwiej skórze nieostrożnych zwodził;

Często niezgrabny płód, choć matka hoża;

Nieraz cedr słabą latorośl urodził;

Nieraz się zakradł kąkol wpośrzód zboża —

Nie twoja wina, żeś głupich napłodził: