Nie miał, prawda, pszenicy, ale miał karczochy22.

Zgoła pięknie z nim było. Źle z skąpymi wszędzie,

Przecież i tych nie gańmy, a choć w zdrożnych rzędzie

Górne miejsce trzymają, choć dzicy, nieczuli,

Z wstydu, względów i cnoty chociaż się wyzuli,

Przecież się czasem zdadzą. Płużne23 te bydlęta

Orzą, kto inny zbiera. Stąd hojne panięta,

Co spasłe głodem ojców, na dowód wdzięczności

Śmieją się z fundatorów swojej wspaniałości.

Niech się śmieją do woli; równie to los dzieli,