Lub wczorajszą pieczonkę przypaloną, skrzepłą,

Na saneczkach łubianych151 do Lwowa się wlecze,

Trwożny, czy z prowizyjką152 panicz nie uciecze,

A tymczasem w szkatule dębowej okuty

Nowy więzień153 pospiesza na pańskie reduty154.

Jam mniemał, że to wielkich włości dziedzic będzie,

Ma wieś jedną w zastawie, a dwie na arendzie.

Skądże jemu te zbiory? Czy jadących złupił?

Czy skarb znalazł, że tyle pożyczył i kupił?”

„Nie”. „Może jakim szczęśliwym przypadkiem