wyjawia jakąś tajemnicę wiecznego mechanizmu

sprężyny i trybu, nie rozumiem rysunku.

Krzyki mód przemijają, zostaje milczenie epok.

Zewsząd dobiega tykanie, wielka niezgoda rytmów.

Niedzisiejszy warsztacik w centrum miasta, nie lubię

tu przychodzić, mistrz jest mrukiem. Drżą mu ręce

i mam czas przyjrzeć się wnętrzu. Tym razem

żegna mnie gorliwie: „Kłaniam się! Kłaniam się panu!”

Żegna mnie na zawsze, nieomal uśmiecha się.