Krzesło prawdy

Sposób, w jaki ona chodzi. To, że czeka na peronie.

Albo, że się uśmiecha. Śmieje się jak chłopak, widać wszystkie zęby.

Rozpoznaję jej zapach. Piersi jak odwrócone spodki, żeberka żeber.

Ponazywać to wszystko, złożyć. Mówi o Oświęcimiu: nie jedź,

mniejsza o stosy okularów i lalek, ale tam wciąż wszystko śmierdzi

spalonymi włosami. Obcałowuję jej piegi na nosie i policzkach,

„skandynawska uroda”, coś między Liv Ulmann a Pippi Langstrumpf.

Dlaczego, dlaczego drży przy byle okazji. Powtarzamy swoje imiona

niczym daremne zaklęcia. Pojutrze skończy siedemnaście lat,