słuchałem ptaków i szumu rzadkich brzóz pośród świerków, śledziłem też marsz pająka po moim śródstopiu.

Zagotowałem wodę nad małym ogniskiem a gdy przejeżdżał traktor, położyłem się, żeby nie być widocznym.

A kiedy jeżyny chwyciły mnie za włosy i pasikoniki skakały po twarzy, zrozumiałem, że jestem wolny.

Nadeszła chwila, że wszystko umilkło i ja już nie chciałem niczego,

i trwała tak długo, aż wrócił zapach palonej żywicy i dziecko krzyknęło w oddali.