Sobie na 33 urodziny

Kraków za oknem schodzi do swojego

podziemnego alter ego po dwudziestu stopniach mrozu, sztywno,

o kulach kościelnych wież, gdy ja patrzę w lustro nieudolnie

podrabiające rysy twarzy, powtarzające układ zmarszczek i pasm włosów.

Teraz, wypalony, mogę Go zrozumieć. Gówniażeria wrzeszcząca:

„Nie wierz nikomu po trzydziestce!” miała rację. Oto najlepszy moment,

ostatnia chwila, by dać się powiesić nago na publicznym widoku, oblać się benzyną

i ostatni raz stanąć w ogniu samego siebie, w imię idei, zanim przestanie być ważna,

zanim stanę się zimnym wyjadaczem ciepłych resztek z wagin