wszystkie moje „problemy”. „Tata, wstawaj!”

„Chcę, koniecznie!” „Opowiedz mi o Włóczykiju”.

W niebie twoich rozkazów nie ma miejsca na grzech

wątpliwości, wszystko jasne, przezroczysty każdy dzień.

No więc tak. Pewnego razu Włóczykij

zamiast w swej leśnej norce obudził się na wielkiej,

nasłonecznionej łące. W malowanej luli. Przeciągnął się, ziewnął.

Co za historia. Nie lecą tu żadne bombowce,

nie skrada się czarny kidnaper, hałaśliwy ratunek

szwarcenegerów, vandammów, nie będzie tu potrzebny.