Jadąc i jadąc do Bizancjum

z ukrytą pod dnem snów monstrancją

przeciw wieszczbiarstwu i alchemii —

tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.

Kombinując jak koń pod górę,

skąd wytrzasnąć pieniędzy furę

i jak dwóm naraz służyć panom —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.

Licząc w mordowni w Jeseniku

zastępy szachów na stoliku