— Dobry wieczór panieneczce, o cóż to panienka tak płacze?

— Ach! — odparło dziewczę — mam uprząść złoto ze słomy, a ja tego nie umiem.

Na to rzekł człowieczek:

— Co mi dasz, jeżeli cię wyręczę w robocie?

— Dam ci swoją wstążeczkę ze szyi — odrzekła.

Karzeł wziął wstążeczkę, zasiadł przy kądzieli, trzy razy pociągnął — szur, szur, szur, i motowidło było pełne. Założył je powtórnie — szur, szur, szur, i znów je napełnił. Trwało to aż do rana, dopóki nie uprządł całej słomy i nie narobił stosu nici złotych.

Już o wschodzie słońca wszedł król, a gdy spostrzegł złoto, dziwił się i ucieszył, ale jego pożądliwość stała się tym większa. Kazał dziewczęciu przenieść się do innego pokoju, pełnego słomy, której było jeszcze więcej, i kazał jej tę słomę uprząść przez jedną noc pod groźbą utraty życia.

Dziewczyna nie mogła sobie zaradzić i płakała. I znowu drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł mały człowieczek i rzecze:

— Co mi dasz, jeżeli ci tę słomę w złoto zamienię?

— Dam ci pierścionek z palca — odparło dziewczę.