Trzeciego dnia wrócił posłaniec i opowiedział co następuje:

— Nowych imion nie mogłem wyszukać, ale gdy wszedłem na jedną wysoką górę pod lasem, gdzie lis i zając mówią sobie „Dobranoc”, spostrzegłem tam mały domek, a przed tym domkiem palił się ogień, a dokoła ognia skakał okrutnie śmieszny człeczyna, podnosił jedną nogę i zawołał:

„Dzisiaj piekę, jutro ważę,

A pojutrze sobie każę

Oddać dziecko od królowej.

Niechaj się aby nikt nie dowie,

Że się Rupiec-Kopeć zowię!

Można sobie wyobrazić, jak się królowa ucieszyła, poznawszy przezwiska karła, a gdy ten przyszedł i rzekł:

— No, królowo, jakież mam imię? — odrzekła:

— Czy zwiesz się pies?