O czterech muzykantach z Bremy

Pewien wieśniak miał osła, który przez długie lata dźwigał worki do młyna, wreszcie jednak siły jego wyczerpały się i nie był już zdolny do pracy. Pan jego począł1 więc przemyśliwać nad tym, jak by się go pozbyć, ale osioł zmiarkował2, skąd wiatr wieje, i uciekł w stronę miasta Bremy. Tam, myślał, będzie mógł zostać muzykantem.

Kiedy już uszedł spory kęs3 drogi, ujrzał psa myśliwskiego, który leżał na drodze i dyszał ciężko.

— Czego tak dyszysz, łapaju4? — zapytał osioł.

— Ach — odparł pies — stary jestem i nie nadaję się już do polowania, toteż pan mój chciał mnie zastrzelić, ale uciekłem; jakże teraz zarobię na chleb?

— Wiesz co? — rzekł osioł — idę właśnie do Bremy, aby zostać muzykantem, chodź ze mną i chwyć się także tego zawodu. Ja będę grał na lutni, ty zaś bić będziesz w bęben.

Pies zgodził się i ruszyli razem w drogę.

Po pewnym czasie ujrzeli kota, siedzącego na drodze z miną strapioną.

— No, cóż to się tobie stało, stary wąsaczu? — zapytał osioł.

— Oj, źle, źle na świecie! — odparł kot — stary już jestem, zęby mi stępiały i wolę leżeć za piecem niż uganiać się za myszami, toteż pani moja chciała mnie utopić, ale uciekłem jej i teraz nie wiem, co począć.