Byłem zaś na pogrzebie w Stobnicy wielkiego mego in vita3483 nieprzyjaciela, a przed śmiercią, na lat dwie nieodmiennego przyjaciela, Aleksandra Komornickiego, rotmistrza, który na moich rękach umi[e]rał. I zapraszałem na chleb żałobny; z ukontentowaniem ludzi jest ta mowa. Tego roku pokazał się kometa ad occidentem3484. Książę Dymitr3485, hetman wielki koronny, umarł. Wojsko stało obozem pod Trembowlą; nie było in opere belli3486 w tym roku, tylko leżeli, jedli a pili, a my im po staremu zapłacili.
Rok pański 1682
Rok pański 1682, daj Panie Boże szczęśliwie, zacząłem w Olszówce. Zima tego roku była właśnie włoska, bo wszystka bez śniegu i mrozu; na saniach nie jeżdżono, rzeki nie stawały. Trawy zielone, listki na drzewie i kwiatki przez całą zimę; ludzie orali i siali wtenczas, kiedy najcięższe bywają mrozy; nawet marzec był tak ciepły, suchy i wesoły, że prawie przeciwko naturze swojej. Dopiero w kwietniu śniegi i mrozy i na same święta Wielkanocne śnieg spadł i miejscami jarzyny3487, osobliwie grochy, powarzyło, które już były powschodziły. W Przewodni Tydzień3488 śnieg i mróz wielki, że mógł saniami jechać. A panowie minucyjarze3489 nic o tym nie napisali. Wiedzą wierę, co się w niebie dzieje albo raczej napisano; podobniej by mu wiedzieć, kiedy żona do kogo inszego kartki pisze, a nie wie, chyba dopi[e]ro się dowiedział, kiedy, przestrzeżony, faktorkę złapał i kartkę jej wydarszy, przeczytał.
Wjazd [na] margrabstwo3490 do Książa3491 JMości pana margrabie Stanisława3492 oraz i przysięga3493 1-ma Decembris3494; i nie poszczęściło się3495 też, bo się niedługo panowało. A przecie to zawsze obserwować trzeba i wystrzegać się.
Tego roku wojska nasze na miejscu stały, nic nie robiły. Buławę wielką dano panu Jabłonowskiemu, polną panu Sieniawskiemu.
Rok pański 1683
Rok pański 1683, daj, Panie Boże, szczęście! — zacząnem tamże w Olszówce. Zaczął się ten rok od wesela JMości pana margrabie z Jej Mścią panną Bronicką3496; daj Boże, żeby wszystek był wesoły aż do końca!
Sejm warszawski potem nastąpił, na którym coniunctio armorum3497 stanęła magno motu et deliberatione cum Imperio et Republica Veneta contra potentiam Ottomanicam3498. Niechże Bóg błogosławi te pobożne intencyje monarchów chrześcijańskich et totius christianitatis3499! Wi[e]deń w wielki[ej] od Turków opressyjej; wojska cesarskie już go odstąpiły, nie mogąc wytrzymać, bo zaraz primo congressu3500 Niemców nacięto, nabrano i z pola zegnano. Wiedeń atakowano, dziury w murach porobiono, szańce minami porozrywano, miny pod miejskie bramy pozaprowadzano, że już Wiedeń vix, vix spirabat3501; właśnie, kiedy owo mocny słabego nasiędzie a za garło ściśnie, już ów nie myśli, żeby mu się wydarł, ale tylko, żeby u niego uprosił miłosierdzie. Było, prawda, w Wiedniu praesidium3502 wielkie, komendant dobry kawaler, generał Staremberk3503, armaty i prochów podostatku, prowiantów też quantum satis3504; ale cóż, kiedy to contra modernas inventiones oppugnationum3505 już nie masz i jednej pod słońcem fortece, żeby propria virtute3506 wytrzymać miała. Insza to bywało owych lat, że kamykami a oszczepami do siebie ciskali, taranami mury tłukąc, a insza teraz, kiedy to granaty i bomby kartac[z]e wypuszczą, kiedy z okrutnych kartanów jako cebry kule wylecą, kiedy uczynią deszcz ognisty i przez pancerz, i przez łosią skórę, i przez wszystkie vestimenta3507 ciało aż do kości przenikające i jak świderkiem wiercące; kiedy wyrzucą ognie, okrutnymi fetorami lud zarażające, mortyfikujące3508 i prawie pestilentiam3509 robiące; kiedy poszlą insze elementa korrumpujące3510 i wody, ad usum3511 potrzebne, trujące; kiedy na ostatek rozumiesz, że secure3512 stoisz na ziemi, od Boga i natury mocno ugruntowany, a nie wiesz, co się pod tobą dzieje, że w tej minucie i z miejscem, na którym stoisz, i z beluardami, z kamienicami, potężnie wymurowanymi jako mucha wylecisz z dymem pod obłoki. Już teraz forteca na to tylko potrzebna, żeby furman nie wyjechał przede dniem z miasta, w gospodzie nie zapłaciwszy siana, albo żeby wilk pana burmistrza nie porwał śpiącego; ale żeby miała która wytrzymać oppugnationem3513 inwencyj teraźniejszych, nie masz jej.
Tak i wiedeńska forteca. Kto by, spojrzawszy na piękność i fortyfikacyją jej, nie pomyślił, że huic operi3514 chyba Boska, nie ludzka dokuczyć może ręka; patrzcież, przez krótkie, we dwóch miesiącach oblężenie jaką poniosła deformitatem3515, kiedy non oppressa3516, ale pressa3517 i już extremis laborans3518, już w swoich labefactata3519 siłach, już od pana i narodu swego omni destituta succursu3520, bo tak byli Niemcy zhukani3521 i serce stracili, żeby się i samym Tatarom założyć nie umieli, nie tylko by Turkom; rąbano w kożdym potkaniu jako drwa w lessie Niemców nieboraków — Wiednia tedy, jako mówię, już nic nie trzyma, tylko jedna nadzieja sukursów wojska polskiego, o którym przecie miewał wiadomość Staremberk przez skrytych szpiegów, od cesarza posłanych. Już tedy niebożęta owe dziury, powybijane i prochami powyrzucane, piersiami tylko swymi zasłaniali, a poddanie odwłóczyli ode dnia do dnia, już dawno postanowione, i kondycyj poddania opisanie. Wiedzielić i Turcy, że Polacy idą na pomoc, albo raczej na odsiecz; ale temu nie wierzyli, żeby sam król in persona3522 i żeby całe wojsko, ale supponebant3523, że pewna część wojska. Dlatego powoli sobie poczynali et non nimis urgebant3524 wzięcia tej fortece, mniej się obawiając tych sukursów i biorąc miarę: „Jeżeli tak wielkie wojska niemieckie pierwszego zaraz impetu wytrzymać nam nie mogły i teraz w oczy zajrzeć nie śmieją, choć im o stolicę państwa ich chodzi, choć przy swoich śmieciach, pewnie i ta mała garść polskiego wojska nie [z]wojuje nas”. Już tam był u cesarza kawaler Lubomirski3525 i z tymi Polakami, których za cesarskie piniądze zaciągano, i dobrze tam stawali, lubo też tak było i motłoszku nazaciągano: leda pokojowy, to pan rotmister3526, pan porucznik; leda pacholec, przyszedł piechotą na zaciąg, kupiono mu konia: to pan towarzysz. A po staremu Niemcy dawali im dobre słowa, ale się to działo dobrym wodzem. Kiedy tedy król wybierał się na tę kampanią, była ochota we wszystkich ludziach taka, że duszkożby było3527 i ptakiem jako najprędzej przelecieć. A znak to już był przyszłej fortuny; nawet sam król z taką jechał fantazyją właśnie, jak po pewne i nieomylne zwycięstwo, bo zaraz i historyków, aretalogów3528, żeby jego i narodu polskiego dzieła pisali i głosili, zaciągnął z sobą. I Kochowskiego3529 nie inszą intencyją na tę inwitował wojnę, tylko żeby przypatrzył się i umiał condigne3530 opisać zwycięstwo. Nawet w ten dzień3531, kiedy już miał z Krakowa wsiadać na koń, słyszałem z ust jego te słowa: „Boga proszę, żebym ich tam tylko zastał: wnet nietrudno będzie w Polszcze o tureckie konie”. Tak mi to dziwno było, usłyszawszy potem o wiktoryi, jak to on prophetico spiritu3532 mówił, co się wkrótce stało. Niektórzy na ten czas murmurabant3533 przeciwko tym słowom, mówiąc: „Dla Boga, żeby go nie skarał P. Bóg, jeżeli to z hardości mówi, bo to przecie cum potenti et victrici populo res est3534”. Ale znać, że to mówił z ufności w Bogu wielkiej, kiedy się tak stało.
Oczekiwał król na wojsko litewskie długo, a tu lecą od cesarza poseł za posłem, prosząc dla Boga, żeby pośpieszyć, bo Wiedeń ginie. Już tedy, Litwy nie mogąc się doczekać, poszedł król, vota3535 solenne Bogu uczyniwszy, attendentiam3536 krajów ruskich Potockiemu3537, kasztelanowi krakowskiemu, zleciwszy, królową zaś w Krak[owie] osadziwszy. Jak król wszedł za granicę, prowianty na wojsko wielkie dawano i wygody czyniono. Szedł jednak król z wojskiem magnis itineribus3538, obawiając się, żeby Wiedniowi nie było post bellum auxilium3539, któremu też już na ten czas Turcy, jak się dowiedzieli o następującym blisko polskim wojsku, mocno poczęli dogrzewać. Bo dowiedziawszy się cesarz turecki3540 o koniunkcyjej3541, obawiając się przecie tej, która go nie minęła, konfuzyjej3542, posłał emiry3543 do wezyra3544 pod Wiedeń i zaraz mu posłał postronek, i zaraz upewniając go, że „cię ten postronek nie minie na szyję, jeżeli w tych dniach Wiednia nie weźmiesz; bo tobie się zachciało tej wojny, tobie też za to odpowiedać, jeżeli malo eventu3545 pójdzie”. To zdrajca janczarów3546 przekupował, poił, żeby odważnie stawali; niewolników przodem przed janczarami gnał do szturmów, sam jako wściekły latał, ten postronek włożywszy sobie na szyję, animował, prosił przez wielkiego proroka Mahometa, aby pamiętali na sławę niezwyciężonego narodu swego, aby respektowali na jego zgubę, której nie minie przez ten powróz, który na szyi nosi, jeżeli Wiednia nie dostanie. To to pogaństwo oszlep na ogień lazło a jako snopy padało. Kiedy już król z wojskiem szedł od Tulna3547, w ten czas oni najpotężniejsze szturmy czynili. Nawet choć już stanęło wojsko, już się pułki nasze i regimenty niemieckie zwierały, przecie on janczarom szturmu poprzestać nie kazał, a konne wojsko sipahierów3548, Tatarów i Węgrów Tekielego3549 na nas obrócił. Uderzyli się Tatarowie raz i drugi o naszych, potem stanęli sobie osobno. Posyła wezyr po chana3550 i pyta go: „Cóż ty rozumiesz, jeżeli tu jest król polski?” Chan powiedział: „I rozumiem, i widzę, że jest; bo kiedy są ci drążnicy3551, to i król musi być”. Rzecze wezyr: „Radź o mnie!” Chan odpowiedział: „Radź ty sam o sobie, a ja też o sobie; wszak ja tobie dawno radził, żeby było dawno odstąpić od Wiednia, nie czekając [nawe]t Polaków”. Skoczywszy od wezyra, do swoich: „Allah, Allah!” Zaraz jak piłką rzucił poszli Tatarowie; Turcy też poczęli słabieć, a potem w nogi. Dopieroż ich przerzynać, siec, gonić. Z miasta też oblężeńcy, widząc, że już uciekają, wypadli na owych, co u szturmu byli, nuż ich kosić. Ległoż to tedy pogaństwo mostem; żywcem to gnano stadami do Wiednia, żeby naprawiali za pokutę te dziury, co je w murach i w wałach porobili. Armaty zostały wszystkie, obóz został ze wszystkimi bogactwami. Złota, koni, wielbłądów, bawołów, bydeł, owiec stadami koło obozu pełno. Onych namiotów ślicznych, bogatych, onych sepetów z różnymi specyjałami ad munditiem3552, nawet piniędzy nie dostarczyli pobrać, bo tego po wszystkich namiotach zastawano dosyć. Wezyrskie namioty tak wielkie, jako jest cała Warszawa w swojej cyrkumferencyjej3553, na króla naszego ubieżano ze wszystkimi dostatkami; nawet worki talerów wielkimi na ziemi leżały stosami; dywanami złotymi, srebrnymi, ziemia usłana; łóżko z pościelą kilkadziesiąt tysięcy talerów szacowano. Pokoiki w tych namiotach tak skryte, że ledwie trzeciego dnia znaleziono utajoną jakąś wezyrską dylektę3554, a drugą, strojną bardzo, ściętą przed namiotem leżącą zastano; powiedano, że ją sam ściąn wezyr, żeby się w ręce nieprzyjacielskie nie dostała.