—Z wszelką pewnością... Tylko Kazia... żeby przedtem nie wiedziała... Wszystko od tego ostatniego kroku zawisło, a niechby siły nie dopisały... Niech więc nie wie...
—Któżby jej powiedział?—oburzyła się na- raz panna Felicya. O to proszę być spokojnym; zresztą i tak nikt...
—W mieście wszyscy wiedzą już, rzekł wuj. Jutro w kościele co żyje...
Panna Felicya zalała się łzami.
—Tak, to jedno zostało, szepnęła urywanym głosem;—jeden Bóg!
Weszli do salonu, a ja w tejże chwili, drugiemi drzwiami wpadłem do Leonci, zajętej jakąś robotą w sypialni.
Musiałem być bardzo zmieniony na twarzy, bo Leoncia mimo swojej fluksyi i przygnębienia, zwróciła na mnie uwagę.
—Co ci jest, Janku? spytała, odwracając głowę od szycia; przestraszyłeś się czego, czy co?
—Leonciu,—zacząłem, dławiąc się.—Leonciu... coś złego... panna Felicya... wuj Ksawery...
I wybuchnąłem płaczem.