kalekom z rąk wyschniętych

na ziemię lecą krokwie,

a starce, bez podpory, daremnie oczyma

szukają oślepłymi, gdzie znaleźć kęs chleba.

A Dżuma, owinięta w szary, długi całun,

przebiega z kosą w ręku zagon za zagonem

i kosi resztę kłosów, których nie stratował

szalony, Miłosierdziu wrogi tabun wojny.

O biedni staruszkowie! o słabe sieroty!

O matki zrozpaczone! do was–ci ja idę!