Ogromna, niesłychana, wiekuista męka,

z nieprzygasłymi oczyma,

milcząca, cicha i, jak zmierzch, pobladła,

na wklęsłych skroniach siadła,

na wpółotwartych powiekach

i na wydętych piersiach tych olbrzymich ciał,

które do krzyżów przybiła

nielitościwa Dłoń...

W kleszczach je swoich trzyma,

wpija się w kąty ust,