tysiące owadów

miażdżyłem stopą, wlokąc się przydrożem,

ażeby duszę znudzoną

orzeźwić wschodem lub zachodem słońca.

A pnąc się w górę, ku rzeźbionym grotom,

ku tajemniczym snom stalaktytowym,

albo ku wirchom, skąd pycha

wygraża światu pięściami z granitu,

kazałem ścinać pachołkom

gałęzie smreków młodziutkich,