Tak przy tym kurczą ręce,

Jak pod pieczeniem krwawych ran,

Jak w boleściwej męce.

Tak odwracają błędny wzrok,

Snać bielmem przysłonięty,

Jak gdyby wrogów czarny tłok

Nastawał im na pięty.

Nieraz się potkną, tak się pnąc

Tą przepaścistą percią,

Opiłe winem szczytnych żądz,