Wczoraj z tych bezdni3 wyszła śmierć,
Opoki pod nią drżały,
A dziś się skrada na jej perć4
Sierpniowy wiew nieśmiały.
Lśni niezmącona jezior toń
Pośród urwistych zboczy,
Gdzie wczoraj śmierci groźna dłoń
Gasiła blask przezroczy.
Jako źrenica szklana lśni
Tej ekstatycznej duszy,