O przyjdź, proroku, przyjdź!...

Skąpałam swą dziewiczość w przejrzystym marmurze,

gdzie zdrój różanej wody z kształtnych dziobów tryska,

a słońce przez zazdrosne ciśnie się kryształy,

ażeby rozcałować mych biódr2 marmur biały,

mej piersi oroszone, wpółzamknięte róże...

Kazałam się namaścić maściami wonnymi,

a uśmiech ubezwładniał me rozwarte usta

w przeczuciu nieznanej pieszczoty,

gdy Jezabel, ta płocha, ta dziewczyna pusta,