jako ta kwieciem pękająca wiosna!
Ach! przyjdź!
Powieki mi się kładły na przepastne głębie
moich senliwych3 ócz,
gdy gdzieś, na dnie ich, wielkim, jak za krańcem świata
nieogarnięta oceanów toń,
kąpały się obrazy, rozkoszne, jak woń,
płynąca z Raju, gdzie — brat zabił brata!...
A były–ć w swej rozkoszy zabójcze, jak śmierć,
co na tę misę rzeźbioną