rozkwitłych podmuchem żałoby,

gdzie drzemią stuleci groby,

zgłodniałych kruków krążą stada

chmurą ściemnioną

i, wysunąwszy dzioby,

żądliwie chłoną

ten wiew, który idzie od ziemi —

trujący, śmiertelny wiew...

A ona, świata przebiegając smug,

kroki swe liczy na mile