Na limbę, co tam próchniejąca

Leży, zwalona wiewem burzy...

Cisza wieczorna

I

Rozmiłowana, roztęskniona,

Hen! od wieczornej idzie zorzy

Zamykać Tatry w swe ramiona.

Przed nią zawiewa oddech boży:

Wonie jedliczne i świerkowe

Ze swych lesistych wstają łoży.