Pułkownik regimentu 20.
Zaświadczenie wydane przez szambelana Wiktora Kotowskiego
Na żądanie JM Pana Kilińskiego, bywszego aktualnego pułkownika259 pułku 20 piechoty w wojsku polskim i obywatela miasta J.K.M. rezydencjalnego Warszawy, daje niniejsze własnoręczne moje zaświadczenie, jako w roku 1794 jeszcze przed aktem powstania krakowskiego od miesiąca stycznia, bywając u mnie często w domu moim na Bonifraterskiej ulicy, dawał mi w każdym razie bytności swej do poznania, że miał chęć i istotny zamiar należeć do utwierdzenia energii w pospólstwie miasta Warszawy, do przywrócenia dawnej świetności w ojczyźnie naszej i później, gdy mnie już przekonał, że własnym kosztem część znaczną tego pospólstwa ma za sobą, chciał po mnie tego, abym Najjaśniejszemu królowi Stanisławowi Augustowi podczas służby jako szambelan doniósł o tym zamiarze pospólstwa. Po nastąpionym akcie powstania krakowskiego w Warszawie na dniu 17 kwietnia 1794 roku ja, niżej wyrażony, gdym składał w ręce króla jako deputat trybunału koronnego w Lublinie, głównym nazwanego, akces własny w miejscu marszałka trybunalskiego do ksiąg wprowadzony, którym wezwałem kolegów moich do powstania krakowskiego; akt limity trybunału na dniu 15 kwietnia 1794 zapisany; przypomniał sobie Najjaśniejszy król o związkach moich z JM Panem pułkownikiem bywszym, Kilińskim, wiele w owym czasie miłości u ludu miasta Warszawy posiadającym i wiele pracującym z poświęceniem osobistym. Wezwał mnie zatem Najjaśniejszy Pan, abym przy najpochlebniejszych obietnicach, imieniem Najjaśniejszego Pana oświadczonych, zbliżył JP. Kilińskiego, iżby tenże użył swej ufności, którą posiadał u ludu, do odwrócenia od zapalczywości i zemsty, przygotowanej niektórym urzędnikom kraju, po większej części natenczas uwięzionym. O czym, gdym z największą akuratnością powierzoną mi, zaprosiwszy w dom swój JM Kilińskiego jako współmieszkańca i znanego wówczas dla patriotyzmu obywatela miasta Warszawy, myśl Najjaśniejszego Pana opowiedział, najchętniej ją JP. Kiliński przyjął, odpowiedziawszy mi, że: „Lubo już jest za późno w tak ważnych okolicznościach odwrót czynić w umysłach ludu rozhukanego, jednak jeśli mnie Najjaśniejszy Pan w imieniu swoim lud zapewnić pozwoli, że oprócz powodów serca swego litościwego, które posiada, szczególnie widzi w tym celu bezpieczeństwo istotne ojczyzny, że gorliwość przyszła osób uwięzionych, po darowaniu przez lud im winy, pomnoży w nich gorliwość o szczęśliwość, odważę się przemawiać do ludu według rozkazu i Woli Najjaśniejszego Pana”. I to wszystko, jako jest rzetelne, charakterem moim ręczę i własnym podpisem moim niniejsze zaświadczenie dane JM. Kilińskiemu stwierdzam.
Warszawa, dnia 15 maja 1818 roku.
Wiktor Kotowski,
szambelan i kawaler orderu św. Stanisława pierwszej klasy.
Testament Kilińskiego
(Z własnoręcznego autografu)
W Imię Trójcy Przenajświętszej, Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen.
Roku Pańskiego tysiąc osiemset osiemnastego, dnia dwudziestego piątego miesiąca lipca. Ja, Jan Kiliński, będąc zdrowy na ciele i umyśle swoim, czynię ten testamentem dobrowolnie i w obecności świadków, który czynię w ten sposób. Mając ja pierwszą Mariannę z Rucińskich Kilińską, żonę moją i z którą ja żyłem lat dwadzieścia i siedem i dorabialiśmy się wspólnie do kawałka chleba, a że się podobało Najwyższej Istotności przenieść ją do wieczności, jednak zostawiła mi z siebie potomstwa czworo, to jest Franciszka, syna starszego, drugiego Wawrzeńca, trzecią Mariannę, czwartą Agniszkę, te czworo dzieci moje byli spłodzeni z Marianny z Rucińskich Kilińskiej, a lubo jeszcze więcej dzieci było, ale wszystkie poumierały; a że pozostało po niej wspólnego majątku kamienica jedna o siedmiu izbach i ósmy od ulicy sklep, także przy kamienicy oficyna jedna, mająca w sobie izbów dwanaście, to jest: osiem izbów z alkierzami260, a przez alkierzy cztery; została się jeszcze jatka i cośkolwiek sprzętów; kamienica ta jest pod nr 145 przy ulicy Dunaj stojąca, jatka zaś jest w cechowej kamienicy pod nr 2 będąca. Takowy majątek jest taksowany przez pana architekta Szyca, który taksował kamienicę na tysięcy 31 730 gr. 15, a jatka taksowana przez panów starszych cechu szewskiego na tysięcy 3000. Takowy majątek za nieboszczki żony mojej zdaje mi się, iż był i nie był, gdyż mieliśmy na nim 42 000 złp., a samego procentu winniśmy były 22 tysiące, więc porachowawszy takowe długi, tak jakbyśmy żadnego majątku nie mieli. Lubo byłem tysiączne razy zmuszony od kredytów do sprzedaży, jednak ja to wszystko utrzymywałem, abym mógł dla dzieci moich cośkolwiek pamiątki zostawić. A gdy mi się los poprawił, tak zaraz zacząłem tak kapitały, jako też i procenta wypłacać: i tak za pierwszej żony mojej wypłaciłem dziewiętnaście tysięcy sto dwadzieścia i trzy złote, a resztę poniżej opiszę, gdyż mi tak porządek wymaga. Resztę długu po śmierci żony mojej pozostało czystego do wypłacenia kredytorom dwadzieścia i trzy tysiące złp. z procentem; a po pogrzebie żony mojej byłem jeden rok wdowcem, a widząc potrzebę nieuchronną dla siebie, iż na gospodarstwie upadam, więc wziąłem sobie drugą żonę z domu Jasińską pannę, która jest rodem z Pułtuska, z którą spłodziłem dzieci troje, których tu imiona kładę: jednemu jest imię Antoni, drugiemu Ignacy, a trzeciej córce imię Emilia i Józefa, czwartemu zaś było imię Jan, ale ten w dni kilka umarł. Ta żona druga moja wniosła do mnie swego mająteczku złp. 500, której ja dotąd wcale nic nie zapisałem, więc z tą żoną żyję lat siedem i upłaciliśmy czystego długu dziewięć tysięcy sześćset złp. i od tego kapitału zapłacony jest procent; takowy dorobeczek z tą żoną moją teraźniejszą złp. 9600 przez połowę na nią i na dzieci z niej pochodzące należeć będzie, do czego prawa pierwsze dzieci mieć nie mogą ani powinny i takowe pięć tysięcy złotych sto na części pierwszych dzieci zapisuję, od których procent na edukacją dzieci z pierwszej żony używany być ma, nad którą to sumką obieram za opiekuna starszego syna mego, o którym bardzo jestem przekonany, iż tym trojgu dzieciom ani sam, ani drugim krzywdy zrobić nie pozwoli, a gdyby mi tej przysługi pan Franciszek uczynić nie chciał i to opiekuństwo nad dziećmi moimi, a braćmi swoimi odrzucił, takową sumkę 4800 w gotowiźnie do rąk matki tych dzieci, a żony mojej oddał, a jej obowiązkiem zaś będzie ulokować ten kapitalik tam, gdzie jej się z opiekunem podoba. Co się zaś tycze inwentarza, który także pójść winien do działu, o tym ja dysponować nie będę, ponieważ dzieciom moim pierwszym podobało się go wziąć, więc niech przy nich zostanie, a co się przy mnie zostało jako to: łyżek srebrnych sztuk 10, łyżka wielka podawcza i dwanaście par sztućców srebrnych, półmisków cztery, łyżeczek kawiannych sześć sztuk, rondli dwa, pajączek, zegar ścienny: takowe idą do równego działu, to jest połowa dla pierwszych, a połowa dla drugich dzieci, aby żadne nie miało krzywdy, nie dlatego, aby ich to poratować mogło, ale dla jednej pamiątki, iż po rodzicach mają. Co się zaś tycze inwentarza, który sobie żona moja druga sprawiła, do takowego pierwsze dzieci należeć nie będą, gdyż po pierwszej żonie mojej, a matce swojej wszystko zabrali, a choć do nich cały nie należał. Co się zaś tycze mojej garderoby, która mi pozostaje, tę rad bym dać synom na podział, ale że żaden po polsku nie chodzi, a zatem całą moją garderobę przeznaczam sobie na mój pogrzeb, którą, jak tylko umrę, tak zaraz ma być przedana i wiele261 się za nią zbierze, za takową kwotę pochować mnie mają.