Za twym długim kazaniem, księże kaznodzieja,

Gody chciał mieć gospodarz, ale go nadzieja

Omyliła, bo obiad nie chciał pojąć żony265;

Owa wieczerza przedsię i obiad zjedzony.

Do kogoś

Już to, jako to kiedyś zdrów, a pijesz do mnie,

Podobnoć i ja mogę podpić sobie skromnie.

Ale kiedy ty puszczasz krew, czemu ja piję?

A nie obeszło mię to, ażem nalał szyję.

Do Lubomira