On wół bezecny, byłby w takiej męce,

Żeby mu ze łba musiały spaść rogi,

Chociaż był u mnie niedawno tak drogi.

Nie miałam wstydu, dom swój opuszczając,

I teraz nie mam, śmierci odkładając;

Boże mój, jesli słyszysz prośbę moję,

Niechaj dziś nago w pośrzodku lwów stoję.

Pierwej niż pleśnią piękna twarz przypadnie111

I zupełnemu112 ciału krasa113 spadnie,

Niechaj mię wilcy pożrą w tej gładkości,